Wpis opublikowany 17.09.2026r.
Autor: Wojciech Łachowski
W każdej pracy, którą wykonujemy, musimy trzymać się pewnych standardów. Niezależnie od tego, czy myjemy samochód, malujemy obraz, czy piszemy plan podboju kosmosu, przed rozpoczęciem działania – świadomie lub nie – wyznaczamy sobie minimalny poziom jakości, poniżej którego nie chcemy schodzić. Wiadomo, że każdy kieruje się innymi kryteriami oceny, ale to właśnie one sprawiają, że na samym końcu możemy być z wyniku pracy usatysfakcjonowani albo nie.
Dane to nic innego jak cyfrowa reprezentacja naszej rzeczywistości. Skoro zatem rzeczywistość ubieramy w standardy i próbujemy nią zarządzać, dlaczego nie zwracamy na to wystarczającej uwagi w przypadku danych? Często pracujemy z tym, co mamy, i akceptujemy jakość tych danych – nierzadko jest to akceptacja okraszona dawką nerwów – mimo że od razu wiemy, że znajduje się ona poniżej naszych standardów. O ile jest to zrozumiałe, gdy pracujemy na danych pozyskanych ze źródeł zewnętrznych, na które nie mamy wpływu, o tyle niezrozumiała wydaje się bierność wobec danych wytwarzanych w naszej własnej organizacji.
Skąd ona się bierze? Ponieważ zajmuję się głównie samorządami, pozwolę sobie postawić tezę, że w ich przypadku stoją za tym dwa główne powody.
- Po pierwsze, dążymy do szybkiego osiągnięcia rezultatu. Gonią nas terminy, a niewielu z nas ma czas, żeby cofnąć się do samego początku – do budowania ładu danych. Stosujemy rozwiązania i poprawki ad hoc, żeby szybko dowieźć analizę albo statystykę, o którą poprosił nas przełożony.
- Drugą przyczyną, będącą niejako również źródłem pierwszej, jest brak myślenia o danych jako o strategicznym zasobie. Mam wrażenie, że na poziomie kierowniczym w wielu samorządach – oczywiście nie wszystkich! – dane to w dalszym ciągu abstrakcyjne pojęcie: liczby i znaki liczone w kilobajtach.
Mówiąc nieco przewrotnie, strategiczne podejście do danych mają głównie te samorządy – a raczej wybrane komórki urzędów lub spółki – które uruchomiły u siebie swoisty kantor wymiany kilobajtów na złotówki, a czasem na lepszą jakość usług. Skoro samorządy, mimo lokalnych różnic, mają podobny zakres obowiązków i usług świadczonych mieszkańcom, to czemu nie wybierają tej „cinkciarskiej” ścieżki?
W tym momencie musimy wrócić do początku mojej skromnej gawędy, tj. do standardów. Znamy przypadki wypracowywania własnych standardów danych w samorządzie, budowania procesów zarządzania danymi czy optymalizacji innych procesów z wykorzystaniem danych, ale zwykle były one wypadkową czterech elementów:
- lokalnych liderów zmiany;
- strategicznych decyzji – lub przynajmniej milczącej zgody – kierownictwa;
- możliwości wygospodarowania czasu na pracę nad tymi zagadnieniami;
- odpowiedniego budżetu na rozwiązania techniczne.
Jeśli któregoś z tych elementów zabraknie, trudno zarówno o innowacje, jak i o bardziej przyziemne projekty, takie jak transformacja cyfrowa odpowiednio uwzględniająca znaczenie zarządzania danymi.
O ile pierwszy element często pojawia się sam lub jest wynikiem działań edukacyjnych, o tyle drugi wymaga już mocniejszych argumentów: marchewki w postaci korzyści finansowych, kija w postaci obowiązku prawnego albo połączenia obu tych instrumentów. Czas, który można przeznaczyć na zarządzanie danymi, jest natomiast ściśle związany z priorytetami kierownictwa i zasobami urzędu. Podobnie jak budżet.
Chcąc budować samorządy zarządzane w duchu data-driven, jako zespół Integratora Danych Miejskich IRMiR musimy myśleć o każdym z tych elementów. Z tego względu w ramach projektu SODa organizujemy seminaria eksperckie i szkolenia. Edukujemy, staramy się pokazywać korzyści, które mogą przekonać samorządowych decydentów, oraz tworzymy rekomendacje, które być może zostaną kiedyś wykorzystane w procesach legislacyjnych – w każdym razie służę w tym obszarze pomocą.
Żeby jednak pokonać barierę czasu i pieniędzy, musimy mieć również gotowe rozwiązania albo wspierać ich tworzenie na poziomie administracji publicznej. Nie chodzi oczywiście o to, żeby narzucać samorządom, z jakich systemów mają korzystać ani jakich programów używać do gromadzenia danych. Chodzi jedynie o STANDARDY, które pozwolą samorządom utrzymywać odpowiednią jakość danych, a dzięki temu czerpać z nich realne korzyści finansowe i pozafinansowe.
Punktem, od którego chcielibyśmy rozpocząć budowę takich standardów, było marcowe seminarium eksperckie w Krakowie: „Standaryzacja danych samorządowych kluczem do ich systemowego wykorzystania”. Na podstawie wystąpień, dyskusji i prac warsztatowych przygotowaliśmy raport pod tym samym tytułem.
Znajdziecie w nim m.in.:
- dobre praktyki budowania ładu danych w samorządowym chaosie informacyjnym, w tym praktyczny przykład Krakowa;
- wyjaśnienie, dlaczego modelowanie danych powinno poprzedzać standaryzację, oraz opis Architektury Informacyjnej Samorządów (AIS) jako systemowego podejścia do procesów, danych i systemów, zakładającego m.in. opracowanie modeli kanonicznych;
- przykłady rozwiązań z Danii i Francji pokazujące, jak publicznie udostępniać modele, schematy i narzędzia;
- propozycje minimalnych i optymalnych wymagań wobec danych, wypracowane przez samorządowców podczas warsztatów w czterech obszarach: inwestycjach, edukacji, zieleni i nieruchomościach.
To oczywiście tylko pewien wstęp, ale mam nadzieję, że wstęp do czegoś naprawdę dużego.
Pełne opracowanie, wraz ze szczegółowymi wnioskami i przykładami z Polski i Europy, udostępniamy w formie otwórej publikacji.
Zapraszam do lektury: „Standaryzacja danych samorządowych kluczem do ich systemowego wykorzystania” (PDF)
Projekt „Samorząd otwarty na dane” jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej, realizowany w ramach działania 2.5 Wsparcie umiejętności cyfrowych w Programie FERC 2021-2027.
#FunduszeUE #FunduszeEuropejskie #SODa

